A JEDNAK


żyć trzeba dalej

i ścieżką swą kroczyć,

choć łez wciąż niemało

wypełnia nam oczy

 

i zmagać się trzeba

z codzienną szarością,

by w błękit ją nieba

przemieniać miłością

 

26.12.2010

M. K.

Reklamy

SMUTNA MIŁOŚĆ

 

smutna miłość gdy samotna

puste domu jej są okna

 

żona tęskni niekochana

marzy nocą uśmiech z rana

mąż udaje czułość w dzień

miłość zaś odeszła hen

 

niekochani i zranieni

zamiast w świetle żyją w cieniu

obok siebie w samotności

konsekwentni w nieszczerości

 

może zmęczą się tym stanem

w środku nocy lub nad ranem

szczerze sobie odpowiedzą

co jest ważne w co uwierzyć

 

z błędnej drogi by zawrócić

do miłości pięknej wrócić

 

25.10/22.11.2010

M. K.

ZAMGLONA

ostrość ludzkiego wzroku skutecznie
zanika w wieczornym pomroczu
nic więc nie stoi na przeszkodzie
gdy zmierzch otula szczelnie ziemię
żeby bezpiecznie się obnażyć
do głębi wewnętrznego smutku

wtedy odważnie zsuwa z twarzy
codzienny woal swój radosny
pewna że nawet gdy ktoś zauważy
przypadkiem łzę iskrzącą w świetle
nad pięknem mgły jedynie westchnie
co na policzku skrapla się łagodnie

 

20.11.2010

M. K.

SZCZĘŚCIARA?


„Kochać i być kochaną…”
– marzyła przez ćwierć-wiek.
Marzenia w końcu się spełniają,
więc oto ma i już tak jest!

Lecz jeśli „szczęściara!” pomyśli
zazdrośnie ten czy inny człek,
to niech pułapki losu pozna:
ona od lat kocha pana A,
a ją pokochał właśnie pan B.

17.10.2010

M. K.

DRZEWO


na czas ziemskiego bytowania
on wybrał hardą twardość dębu
zwraca uwagę smukłością sosny
jak jodła bywa nieugięty

 

łagodność klonu w kasztanach oczu
miewa ukrytą dość głęboko
dojrzała ją gdy w nie zajrzała
swym sercem jak wewnętrznym okiem

 

dziś pragnie delikatnie gładzić
twardą powłokę dębowego ciała
by wreszcie zapłakało wierzbą
cierpiące drzewo które pokochała


21.07.2010

M. K.

 

DRZEWO

PROTEST SONG


Jak się chrzani, to się chrzani – na całego!
Zbyt często życie jest „do bani” – dość już tego!

 

Tak dobrze żarło i zdechło – któryś to już raz.
Miało być tak pięknie, jest jak zwykle – pieprzony czas!

 

Do punktu wyjścia wracam, jakbym się nie starała,
miał być czas szczęśliwości, a znów tylko marazm.

 

O nie! Rola Syzyfa z mą naturą wściekle się kłóci.
Głaz przykuję na górze – radość w sobie przywrócę!

 

19.07.2010

M. K.

ORCHIDEA


niebywałą delikatnością
dłoni odchyla
płatek po płatku
aksamit jej ciała

 

z precyzją
godną zegarmistrza
powoli dozuje pożywkę
rozkosznych uniesień

 

aż omdlała pragnieniem
otworzy pachnące
amarantowo
rosiste wnętrze

 

by po chwili zacisnąć
orchidei płatki
wokół nabrzmiałej do granic
męskości

 

13.05.2010

M. K.